poniedziałek, 03 maja 2010
Przed wizytą u neurologa

Czuję potworną tremę przed jutrzejszą wizytą u neurologa z Karolkiem. Czy "grozi" nam jakieś leczenie? Inwazyjne badnia? Ponowne szpitale? Chcę zapytać również o szczepienia. Staram się nie myśleć bez przerwy o naszych klopotach. Liczę, że wszytsko "się naprawi", że nastepne eeg będzie prawidłowe...

Proszę o kciuki.

środa, 28 kwietnia 2010
"Tata jest zmęczony, bo tata przyjechał z daleka"

W ubiegły weekend odwiedził nas Karolkowy Tata. Dziwnie to brzmi, bo tata  nie  powinien  o d w i e d z a ć  tata  powinien  b y ć. Niestety nasza rodzina znajduje się obecnie w takiej oto przejściowej sytuacji. Robimy wszystko, aby znowu być razem. Po cichu liczę na to, że choinkę ubierzemy już wspónie w nowym miejscu...

Odwiedziny Taty zaowocowały soczysto-zielonym spacerem i szaleństwami na karuzelach. Fotoreportaż poniżej :)

Spacer po polu

Na wiosennym polu

Karolek na polu

Zielono!

Na barana

Na barana :)

Za rączkę

Na miedzy :)

Ciuchcia

Ciuchcia (z mamą bezpieczniej)

Karuzela

 Na foczce /a później na koniu, na smoku, w karecie.../

samochodziki

Prawdziwi faceci

Samolot

Za chwilę startują

poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Lew jak się patrzy!

Ostatnio dużo czasu spędzałam z Karolkiem w domu. Nasz telewizor nie działa, więc opcja wykradania czasu dla siebie, podczas gdy Mały patrzy zahipnotyzowany w ekran odpada. Może to i lepiej dla Niego, dla naszych wspólnych więzi. Tak więc wciąż musiałam wymyślać nowe zajęcia, bo Karolek ciągłej uwagi wymaga i się o nią dopomina. Po skończonej zabawie, czynności od razu pyta „I co teraz robimy?”. Jeśli ma niezorganizowany czas - nudzi się i niestety głupotki same napływają do głowy. Kończy się to czasem źle dla różnych przedmiotów domowych albo dla Niego samego.

Układaliśmy więc puzzle, czytaliśmy bajeczki, sprzątaliśmy razem, no i dużo bazgroliliśmy wspólnie. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Po kilku dniach Karolek zniknął na 10 minut w swoim pokoju, po czym wybiegł uradowany z kartką w ręku.

Dzieło można obejrzeć poniżej. W porównaniu do dotychczasowych rysunków Karolka ten  jest krokiem milowym  w jego rysunkowych umiejętnościach.

Co przedstawia? Oczywiście, widać jasno, że to lew!!! Piękny jest! Ma grzywę, cztery nogi, ogon, po prostu cudny! Jestem dumna.

Karolek narysował lwa

Takiego lwa narysował Karolek

niedziela, 18 kwietnia 2010
Wielkanocny armagedon

 

wielkanocny Karolek

taka wiosenna pocztówka :)

Już trochę czasu minęło, ale u nas dopiero dziś będzie o Świętach i przygodach okołoświątecznych, niekoniecznie pozytywnych.  Wcześniej nie było okazji/siły z uwagi właśnie na tytułowy armagedon.

 

Karolek i baranek

zachwycony barankiem:)

Otóż choroba karolkowa, o której była mowa poprzednio, przerodziła się w całotygodniową nieokiełznaną gorączkę dochodzącą do 40 stopni, z kaszlem i katarem. Najadłam się strachu. Zaczęło się w Wielką Sobotę. Zaordynowany przez naszą lekarkę rodzinną antybiotyk nie chciał pomóc, jak się okazało później, dawka była zbyt mała. Dodatkowo rozchorowała się żołądkowo-jelitowo matka, w mojej skromnej osobie i całe święta żywiłam się jedynie colą, z trudem, ale z wielką determinacją, zajmując się chorym Karolkiem.

Jak się można domyślić nie dotarliśmy do kościoła ze święconką, ba! jajka nawet nie zostały udekorowane. Nie dotarliśmy również na świąteczne rodzinne śniadanie w niedziele, ale z różnych względów może to i lepiej. Tak więc zostaliśmy samiutcy. Karolkowy Tata dzielnie znosił trudy emigracji, śniadaniując w niedziele z rodziną, u której wynajmuje pokój.

Całości  dopełniło wieczorem malutkie ziarenko kaszy gryczanej, które Karolek umieścił w swojej prawej dziurce nosa, na głębokości dla mnie nieosiągalnej. Znaleźliśmy się na laryngologicznej izbie przyjęć. Wśród, uzasadnionych moim zdaniem, krzyków i płaczów przerażonego trzylatka, lekarz wepchnął ziarenko głębiej, chociaż nie taki miał zamiar... W drodze powrotnej zgubiłam tablicę rejestracyjną. Kilka nocy później ugryziona przez domowego robala zareagowałam tak silną rekcją alergiczną, że skończyło się wezwaniem karetki i czterema zastrzykami.

Chorowanie karolkowe przerwała dopiero prywatnie wezwana do domu doktor pulmunolog, zalecając inny antybiotyk w porządnej dawce. Moje chorowanie wyleczył czas i coca cola. Po ziarenku kaszy słuch zaginął... Tablicę odebrałam z komisariatu - nieznajomy znalazca ją tam odniósł. Świąt nawet nie zauważyliśmy.

Zapadły jednak pewne decyzje. Postanowiłam poszukać kogoś (pedagoga/studentki pedagogiki), kto przychodziłby do Karolka kilka razy w tygodniu na parę godzin, bawiłby się z Nim, kogo On będzie znał i lubił, i w razie czego z kim chętnie zostanie. Ostatnie tygodnie pokazały, że mimo chęci i samo zaparcia, nie jestem matką herosem i czasem też mam kilkudniową awarię. I co wtedy? Dodam, że Ciocia w tym czasie rozchorowała się również.

karolkowa pisanka

 W tym roku jejeczko pomalowaliśmy tylko na kartce

 

Nie mogę nie napisać, że w tle naszych osobistych przeżyć chorobowych, rozłąki, nawet w święta, współistniały echa przerażającej tragedii pod Smoleńskiem... Mam nadzieję, że wszyscy polegli tam na służbie Polacy obudzą się w innym lepszym świecie...

czwartek, 01 kwietnia 2010
Jak nie urok to...

Świąteczne porządki

Tak wczoraj Karolek pomagał we wiosennych porządkach.

 

Jak nie urok, to... niestety z takim właśnie  akcentem odbędzie się pierwsza odsłona Karolkowej Kroniki.

Małego coś znowu dopadło. Od rana wymioty i "te inne" atrakcje też. Ból brzuszka. Karolek krzyczy "Mamusiu! Jestem popsuty!" O co znowu chodzi? Wymiękłam. Po kilku godzinach wylądowaliśmy w przychodni, nie uzyskując jednak odpowiedzi na pytanie. Bardzo wątpię, aby to rotawirus wrócił sobie po trzech  tygodniach. Leczenie tylko objawowe - nawadnianie, probiotyki, trochę homeopatii, wszystko miałam w domowej apteczce. Po trzech latach jestem już mistrzynią w łagodzeniu sensacji jelitowych. Obym i tym razem dała radę i obyło się bez szpitalnych kroplówek.

Na mój alarm z odsieczą przybyła także Ciocia, mimo dziwnych nastrojów panujących ostatnio między nami. Musiałam odwiedzić aptekę i zrobić zakupy spożywcze, a Mały w żadnym wypadku nie nadawał się dziś na wycieczki.

Teraz śpi...w miarę spokojnie. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.

peppa

W Karolkowej Kronice nie może zabraknąć wzmianki o Śwince Peppie & CO., która od pewnego czasu jest Jego największą bohaterką i przyjaciółką. Niemal w całości cytuje już wszystkie dialogi z bajki :)